• Wpisów:142
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:41
  • Licznik odwiedzin:34 443 / 3046 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Namalowałem sporo nowych obrazów. Wszystkich oczywiście nie zdołam tu zamieścić, choć pewnie niektóre będę stopniowo wklejał.





















  • awatar Bezcielesny: @roger-the-alien: Masz na myśli czwarty obraz od góry - to znaczy ten z uliczką i kamienicami? Cieszę się, że Ci się podoba. Jeśli chcesz, to mogę Ci go wysłać :)
  • awatar roger-the-alien: Czwarty to bym sobie powiesiła, a co.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po raz kolejny mógłbym napisać, że długo mnie tu nie było (całe 3 lata), ale cóż. Tak już jakoś wyszło.
A teraz znów mam chęć wrócić, przynajmniej na jakiś czas.

Wiele się zmieniło od czasu mojego ostatniego wpisu, wiele też miałem poważnych zmartwień. Babcia niestety zmarła, i to po kilku miesiącach. Bardzo szybko rozwinął jej się ten nowotwór. Później wyleciałem z pracy, już w trakcie terapii hormonalnej, a przed rozprawą sądową jeszcze.
Oficjalnym powodem był brak funduszy na finansowanie mnie (byłem na umowie śmieciowej, realizowanej w ramach grantu, który wówczas się zakończył) oraz to, że nie wydałem publikacji - co jednak tak naprawdę nie ode mnie zależało. W końcu zresztą ta publikacja się ukazała, tylko że już po czasie.
Bezrobotny byłem przez rok i był to naprawdę koszmarny rok, podczas którego desperacko poszukiwałem jakiegokolwiek zatrudnienia i wszędzie odrzucano moje CV.
Miałem też okazję na własnej skórze ocenić potworne rozmiary dyskryminacji kobiet na rynku pracy, bo przed rozprawą wysyłałem CV jeszcze na stare dane, a po rozprawie już na nowe, tak więc mogłem porównać liczbę zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne - i dysproporcje pod tym względem były przytłaczające. A treść CV, podane kwalifikacje etc. - dokładnie te same!

Jeśli chodzi o bardziej pozytywne sprawy, to jestem już po zmianie dokumentów i od przeszło roku oficjalnie funkcjonuję jako mężczyzna. Rozprawę miałem w kwietniu 2014 r. i od razu dostałem pozytywny wyrok, po zaledwie 15 minutach formalności. Wygląd też mi się wreszcie zmienił - tak, że już tylko sporadycznie zdarza się, że ktokolwiek zwraca się do mnie "proszę pani", choć niekiedy jeszcze ludzie potrafią pytać, jakiej jestem płci, albo domyślają się, że jestem ts - zwłaszcza, gdy trochę się opóźnię z wizytą u fryzjera. A szkoda, bo lubię mieć nieco dłuższe włosy. Ale i tak jest już bardzo dobrze w porównaniu z tym, co było. Bo muszę powiedzieć, że te zmiany wyglądu zachodziły u mnie rekordowo opornie i zaczęły się właściwie dopiero od czasu, gdy moja lekarz przepisała mi 2 ampułki Omnadrenu co 2 tygodnie. Wcześniej byłem taki trochę "rozpaprany" - nie dość męski, żeby być postrzeganym po prostu jako facet, ale i nie na tyle już kobiecy, żeby ludzie nie domyślali się, że biorę hormony.
Testosteron bardzo szybko rozwinął mi mięśnie i znacznie poprawił siłę i wytrzymałość - tak, że przez parę miesięcy aż trudno mi się było do tego przyzwyczaić, bo oto nagle z dnia na dzień zacząłem robić rzeczy, które były dla mnie niemożliwe nawet w wieku 20 lat po kilku miesiącach intensywnego treningu na siłowni. Byłem w stanie podciągać się na drążku, zrobić ponad 20 pompek, z łatwością przestawić 50-kilogramowy worek, czy przebiec bardzo długi dystans bez żadnej zadyszki. Nawet bez ćwiczeń pojawiły mi się widoczne pasma mięśni na rękach i nogach, a także "kratownica" na brzuchu. I to wszystko nastąpiło już po kilku miesiącach brania 1 ampułki co 3 a potem co 2 tygodnie. Przy tym wszystkim jednak wciąż miałem damskie rysy twarzy i damski głos, tyle, że z lekką chrypką i taki trochę skrzecząco-szorstki, jak bywa u niektórych starszych pań. Podczas rozmów telefonicznych byłem zresztą czasem brany za jedną z nich.
No, ale mam wreszcie za sobą ten horror i obecnie wyglądam i mówię już dosyć normalnie. Przeżyłem też jedną bardzo przyjemną niespodziankę, bo z czasem urosło mi jabłko Adama (co ponoć jest niemożliwe u k/m - a jednak!).

Zdobyłem też w końcu upragnione mieszkanie. Nie jest własnościowe, tylko tbs, w dodatku w małej miejscowości, odległej o ponad 30 km od dawnego miejsca zamieszkania, ale i tak miałem niesamowite szczęście, że w ogóle udało się znaleźć coś w cenie... 30 000 zł (bo tyle wyniosła partycypacja). I że to coś to jest całkiem fajna, spora kawalerka z centralnym ogrzewaniem i wszystkimi wygodami, a nie jedno z tamtych zagrzybionych, opalanych piecykiem-kozą lokali w starych kamienicach, których oglądałem dziesiątki i które mimo fatalnych standardów i tak kosztowały znacznie drożej. Niedogodności związane z dojazdami rekompensuje mi też naprawdę piękne otoczenie, bo moja miejscowość położona jest w widełkach 2 rzek, z których jedna jest tak czysta, że można oglądać dno na głębokości chyba ponad metra. Oczywiście latem ludzie się tam kąpią i jest nawet oficjalna plaża z ratownikiem i wydzielonymi strefami dla osób o różnych stopniach umiejętności pływackich. Niedaleko są również lasy, ścieżki rowerowe, a nawet kilka zabytkowych miejsc, związanych z historią naszego kraju.

Przez rok remontowałem i urządzałem to swoje gniazdko, zanim wreszcie się wprowadziłem, no ale konieczny był generalny remont - łącznie z wyburzeniem jednej ze ścian, położeniem nowych paneli podłogowych, zmianą części terakoty i kafelków w aneksie kuchennym, malowaniem ścian i modernizacją niektórych części instalacji elektrycznej i hydraulicznej. Prace te (poza elektryką) wykonałem we własnym zakresie, bardzo dużo też pomógł mi ojciec.
Zdecydowałem się również samodzielnie wykonać meble, bo raz, że bardzo chciałem mieć drewniane (na które nie byłoby mnie stać, gdyby przyszło mi nabyć gotowe), a dwa, że chciałem mieć wszystko pod wymiar i według wymyślonego przez siebie projektu. Drewno kupowałem oczywiście najtańsze, nawet takie po 19 zł za m2 - pracowicie wybierając co ładniejsze deski na rozmaitych wyprzedażach w sklepach typu Castorama, Leroy Merlin itd. Tak więc w sumie wyszło taniej, niż zapłaciłbym za gotowe meble z tandetnej płyty. Drewno oczywiście pozostawiłem surowe, bo takie lubię najbardziej. Tylko do aneksu kuchennego musiałem kupić fabryczny komplet, bo tam akurat drewno by nie zdało egzaminu - ze względu na wilgoć, parę wodną z czajnika itd.

Internetu we własnym domu nie mam. Korzystam z niego, gdy bywam u mamy w weekendy, tak więc pewnie nie będę tu zaglądał bardzo często, no ale mam nadzieję, że zdołam wygospodarować nieco czasu, aby powrócić do w miarę choćby regularnego pisania.
 

 

***

Znów mnie tu długo nie było - a im dłużej, tym trudniej się zmobilizować, żeby wrócić - mimo, że myślałem o tym od dawna.

Dużo się wydarzyło w ciągu ostatnich tygodni, choć niestety najwięcej było niewesołych spraw

Pod koniec listopada zrobiłem mały bilans 2011 roku i wyglądało na to, że miał być bardzo udany pod każdym względem. Przede wszystkim obfitował w podróże - odwiedziłem cztery obce kraje i dwa odległe polskie miasta, byłem latem w Tatrach, a na koniec jeszcze okazało się, że za rok mam znowu jechać za granicę na jakiś czas. Uzyskałem pozytywną opinię od psychologa w kwestii leczenia transseksualizmu, a potem zapisałem się do lekarza prowadzącego i zacząłem dalszy ciąg diagnostyki. Moja działalność zawodowa przebiegała dość intensywnie. Sporo zajmowałem się też swoim hobby - stworzyłem dużo dobrych prac, niektóre z nich trafiły do galerii i zostały opublikowane w katalogu. Znalazłem w realu grono znajomych, wśród których funkcjonuję jako mężczyzna. Przeżyłem miłe zaskoczenie postawą kilku osób z rodziny ojca, przez które zostałem zaakceptowany, czego się w ogóle nie spodziewałem.

Rozmyślałem o tym wszystkim z zadowoleniem, cieszyłem się także na myśl o nadchodzących Świętach i Nowym Roku, no i planowałem oczywiście wyjście na Sylwestra oraz wiele innych spraw. Tuż przed świętami pojechałem jeszcze na trzecią wizytę do swojej lekarz prowadzącej. Rozwiązałem 2 testy: jeden sprawdzający płeć psychiczną a drugi – stopień depresyjności. Pierwszy test wyszedł mi bardzo dobrze, znacznie lepiej, niż sam się spodziewałem. Jak stwierdziła pani doktor: „Jest pan jednoznacznie męski w swoim myśleniu o świecie i o sobie samym”. Na 7-punktowej skali męskości otrzymałem wynik 6,2. Czyli prawie 90% Mój profil osobowości jest więc nie tylko zgodny z płcią psychicznie odczuwaną, ale wręcz typowo męski. Wyniki drugiego testu były w normie. Po rozwiązaniu testów otrzymałem skierowanie do poradni genetycznej, należącej do tej samej placówki, aby tam wykonać badanie kariotypu. Przyjechałem do domu w świetnym nastroju, spowodowanym świadomością, że sprawy terapii idą do przodu, a oprócz tego znów przez parę godzin mogłem funkcjonować jako mężczyzna, co już samo w sobie cieszyło. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że są to ostatnie szczęśliwe chwile w tamtym roku i że wkrótce wydarzy się coś złego.

Kilka dni później babcia została wypisana ze szpitala. Niestety, nie jest z nią dobrze. Po trwających długo badaniach okazało się, że ma nowotwór płuca. Co gorsza, lekarze odstąpili od leczenia, motywując to wszystko m.in. jej podeszłym wiekiem, nie dali nawet żadnego skierowania do poradni onkologicznej, kazali wracać do domu i po prostu żyć sobie dalej, a jakby się pogorszyło, zgłosić się do hospicjum. Pocieszali nas tylko, że ponoć w takim wieku nowotwory rozwijają się bardzo wolno - ze względu na znacznie spowolniony metabolizm.

Święta upłynęły w smutnej, choć rodzinnej atmosferze. Zwłaszcza drugiego dnia przyszło do nas dużo osób. Sylwestrowy wieczór i Nowy Rok spędziłem z babcią w domu – tak, jakby to były powszednie dni. Nawet nie wypiliśmy szampana, tylko złożyliśmy sobie życzenia o północy. Nie jestem wprawdzie przesądny, ale jakoś tak miło jest pomyśleć, że byliśmy razem w dniach, które ponoć stanowią wróżbę na cały nadchodzący rok.

Jak na razie babcia czuje się całkiem nieźle, nic ją nie boli, chodzi i prowadzi prawie taki sam tryb życia jak zawsze - tyle tylko, że od czasu do czasu korzysta z przywiezionego ze szpitala aparatu tlenowego, gdy dopadną ją duszności. Aczkolwiek te duszności to bardziej wynik zaostrzenia rozwijającej się od wielu lat astmy, której przyczyną było palenie papierosów, bo sam nowotwór jako taki nie wpływa jeszcze w tym stadium na oddychanie. Trudności z oddychaniem występują w większości przypadków dopiero wtedy, gdy rozrośnięty guz zaczyna blokować oskrzela. Szczęście w nieszczęściu, guz babci jest mały - gdyby nie wiek i ta nieszczęsna astma, byłby jeszcze nawet operacyjny. Załatwiliśmy z mamą różne suplementy diety, wzmacniające ogólną odporność organizmu, i tym ją leczymy, jak się da.

Znów zacząłem intensywne poszukiwanie mieszkania. Stwierdziliśmy z mamą, że lepiej będzie, jeśli wyprowadzę się od babci, żeby miała więcej komfortu. Ponieważ ze względu na marne warunki lokalowe mieszkaliśmy w jednym pokoju, siłą rzeczy budziła się bardzo wcześnie rano, gdy wstawałem do pracy, no i była też narażona na obecność zarazków podczas moich dość częstych w sezonie jesienno-zimowym infekcji. Jestem więc teraz u mamy, chociaż oczywiście jeżdżę do babci kilka razy w tygodniu. Od mamy jednak też w końcu będę się musiał wyprowadzić, chociażby ze względu na planowaną terapię. Tak więc, kiedy tylko mogę, przeglądam różne oferty w nadziei, że wreszcie znajdę coś taniego, co będzie w miarę niedaleko od mojego miasta i z dobrym połączeniem PKP albo PKS. O tym, żeby znaleźć mieszkanie tutaj, w ogóle nie ma co marzyć, bo ceny nawet najgorszych mieszkań są astronomiczne
  • awatar BoguśW: oj, dawno Cię tu nie było i nie ma, ale zmobilizuję Cię do powrotu!!
  • awatar Gość: Witaj, w końcu Cię znalazłem,pięknie piszesz, i bardzo pozytywnie:-) Wzór do naśladowania:-) Mocno trzymam kciuki za zdrowie Babci:-)
  • awatar fashionem: Daj znać co u Ciebie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z okazji Nowego Roku, który dziś się zaczyna, składam Wszystkim serdeczne życzenia wielu szczęśliwych wydarzeń oraz dużo pogody ducha, przyjaźni, siły i wytrwałości w dążeniu do realizacji życiowych celów
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

***

Ostatnio nasiliły się represje związane z moim transem. Różne głupawe uśmieszki, złe spojrzenia, porównywanie do "przebierańca", przedrzeźnianie czy - jak ja to nazywam - drętwa mowa, polegająca na używaniu przesadnie często żeńskich form.

Zupełnie nieoczekiwanie to nastąpiło, po długim okresie względnego spokoju. Już parę razy zaobserwowałem takie "cykle", polegające na tym, że długo długo nie dzieje się nic, a potem nagle coś ludziom odbija - mimo, że mój crossdressing utrzymuje się stale na jednym poziomie i nic tu się specjalnie nie zmienia. Cały czas jestem ubrany po męsku ale też i nie jestem w tym ostentacyjny. Podobnie z innymi sprawami.

Że też im się CHCE bawić w takie rzeczy i na tyle interesować cudzym wyglądem, zresztą nawet niespecjalnie ekstrawaganckim w porównaniu z niektórymi wymysłami współczesnej mody. Ja tam przeważnie nawet nie pamiętam, jak kto jest ubrany, czy uczesany
  • awatar Bezcielesny: @Another~~: masz rację
  • awatar Another~~: ja też :) a co do ludzi, to często poniżają innych by samemu się dowartościować, albo popisać przed innymi, nie rozumiem ich ani nie popieram takiego zachowania, ale niestety zawsze się tacy znajdą i nic z tym nie mogę zrobić... :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

***

Przyjemnie zakończyłem listopad, ale fatalnie zacząłem grudzień
Babcia trafiła do szpitala, na razie nie wiadomo dokładnie, co jej jest, robią różne badania, ale sprawa nie wygląda zbyt ciekawie. Jedno tylko jest pocieszające, że trafiła do dobrych lekarzy i że teraz czuje się już odrobinę lepiej, co wiem, bo jeżdżę do niej prawie codziennie.
 

 

***

Właśnie sfinalizowałem pewną transakcję, z czego jestem bardzo zadowolony W ten sposób przyjemnie zakończyłem listopad. Zwłaszcza, że długo to wszystko planowałem, gromadziłem informacje i poszukiwałem najlepszej możliwej opcji - tak, aby nie przepłacić a równocześnie mieć dobrą jakość i wygodę oraz, oczywiście, rozwiązanie konstrukcyjne, które mi się najbardziej spodobało podczas przeglądania zdjęć. Zajęło to kilka miesięcy, ale cóż - nie lubię robić niczego na wariata, zwłaszcza, że miałem w tym czasie jeszcze wiele innych spraw na głowie, tak, że w sumie dość rzadko można było sobie pozwolić na szperanie w necie.
Teraz pozostaje już tylko czekać cierpliwie na przesyłkę, która nadejdzie dopiero za jakieś 4-6 tygodni (bo to ze Stanów).

Jutro jak zwykle idę na piwo z ojcem, a w następnym tygodniu czeka mnie jeszcze jedna impreza w galerii, w której mam wystawę
 

 
Znów byłem ostatnio trochę zaganiany - najpierw wyjazd, o którym kiedyś wspominałem, teraz sporo roboty w robocie, a w międzyczasie jeszcze pewne sprawy związane ze sztuką. Mimo braku wykształcenia artystycznego miałem możliwość wzięcia udziału w ciekawym przedsięwzięciu, zorganizowanym przez jedną galerię, z czego oczywiście skwapliwie skorzystałem. I tak, cykl 20 moich rysunków został opublikowany w katalogu, a jeden z nich, reprezentujący całość, jest obecnie wystawiany na wystawie zbiorowej

***

Wczoraj przydarzyło mi się też coś bardzo przyjemnego, co chciałbym odnotować jako dość jednak niezwykłe w mojej sytuacji. Kiedyś obiecałem sobie, że będę opisywać tutaj (w miarę możliwości oczywiście) wszystkie pozytywne chwile
Tym razem chodzi o nieznajomego starszego pana, spotkanego w banku. Razem czekaliśmy dość długo w kolejce na załatwienie swoich spraw, aż w którymś momencie zaczął ze mną rozmawiać. Przez cały czas zwracał się do mnie na pan i używał wyłącznie męskich form gramatycznych, mimo, że słyszał przecież mój głos Z początku odebrałem to jako potencjalną ironię, czy coś w tym rodzaju, ale sposób, w jaki się ze mną później pożegnał na koniec tej rozmowy, dał mi do myślenia.
"To trzymaj się, kochany" - powiedział takim jakby porozumiewawczym tonem. Odniosłem wrażenie, że domyślił się mojej sytuacji i że chce mnie w ten sposób podnieść na duchu.
Niesamowicie inteligentny i empatyczny facet
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moja płeć psychiczna zaczyna coraz bardziej ekspansywnie rozwijać się w różnych obszarach życia. Wraz z tym rozwojem „kobiecość” staje się coraz bardziej obca i znienawidzona. Aż sam się dziwię, ile złego byłem w stanie kiedyś wytrzymać, z czystego strachu przed społecznymi konsekwencjami.

Uświadomiłem sobie niedawno, że grono znajomych, wśród których funkcjonuję jako mężczyzna, zrobiło się znacznie liczniejsze, niż grono znajomych, wśród których jestem zmuszony być „kobietą”

Choć niestety to grono składa się prawie wyłącznie z kobiet. Fajnych jako osoby, a przy tym bardzo wyzwolonych, za co mam dla nich wiele uznania, jednak co tu dużo gadać - cały czas brakuje mi również męskiego towarzystwa. Nie czuję się w takiej jednopłciowej grupie, w której jestem rodzynkiem, naprawdę spełniony jako facet. Czuję się, jakbym był zamknięty w getcie i wciąż odizolowany od prawdziwego życia.
Jeden jest pozytywny aspekt tej sytuacji – że moje znajome jako lesbijki stanowią grupę całkowicie neutralną pod względem emocjonalnym (w sumie w tej chwili nie chciałbym się z nikim wiązać, chcę najpierw zrobić porządek ze swoją nieszczęsną fizyczną płcią, aby funkcjonować jednoznacznie i nie mieć rozmaitych "przepraw" z kimś, kto mnie będzie próbował nawracać na "kobiecość". Szczerze mówiąc, żadna z nich nie podoba mi się w TEN sposób, już chociażby dlatego, że mają zbyt męskie, zbyt dominujące osobowości. Brakuje im tej subtelności, tej delikatności, która mnie najbardziej pociąga i która sprawia, że zaczyna budzić się we mnie samiec. Pod wieloma względami także zupełnie ich nie rozumiem – na przykład jak to jest, że mając tak dogodną orientację seksualną, która pozwala na odrzucenie tego całego nieszczęścia, zwanego "kobiecością" bez obaw, że nie znajdą sobie partnera, mimo wszystko nadal chcą być kobietami? Poza tym, prawie wszystkie mają już partnerki, dzięki czemu również ja nie mogę stać się obiektem niczyich nieszczęśliwych uczuć jako "pseudokobieta".

Mogę za to do woli używać przy nich męskich form gramatycznych, przepuszczać w drzwiach, odprowadzać na przystanek, pomagać w męskich pracach, zwłaszcza tych wymagających siły fizycznej, jednym słowem – uczyć się męskich zachowań wobec kobiet. A one, przynajmniej jak na razie, nie obrażają się za to, nie protestują, ani nie próbują mnie „usadzać”, jak większość znajomych z innych środowisk. Lubię je za to

Jednak chciałbym mieć też w końcu jakąś grupę kumpli, móc spotykać się przynajmniej od czasu do czasu w 100% męskim gronie, uczyć się od nich, być traktowanym przez nich normalnie, jak jeden z nich, chodzić z nimi na piwo, do klubu, na siłownię, jeździć w góry etc. Tylko że trudno jest taką grupę znaleźć
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: no to chyba nie kulawe szczęście, tylko bardzo dobrze masz :) Ja w pracy też mam dużo kolegów, ale tam akurat nie mogę być sobą i funkcjonować jako mężczyzna, więc to się nie liczy.
  • awatar Bezcielesny: @Marcelicho: wiesz, jak jesteś po terapii to nie dziwne, że masz normalnie
  • awatar wendigo: Czy ja wiem... ja z kolei takie mam kulawe szczęście ostatnio, że co trafię do roboty, to z samymi facetami - męska robota :D (w tych ostatnich to mi nawet za ciężko jest...). Ale chłopaki są spoko, faktycznie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Udało mi się ją sfotografować kilka tygodni temu - podczas jednego z weekendowych wypadów na działkę. Akurat piłowałem deski na podwórku przed domem, kiedy nagle zaczął padać deszcz. Ledwo zdążyłem zanieść to wszystko na taras. Za chwilę jednak znów wyszło słońce, no i na niebie ukazały się dwie tęcze. Jedna bardzo intensywna, a druga, powyżej, znacznie słabsza, nieco ukryta.
Widok był wspaniały, więc zaraz pobiegłem po aparat.
No, miałem również i osobiste skojarzenia, bo taka podwójna tęcza stanowi przecież wymowny symbol mojej sytuacji
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: jasne, że wklej - bardzo jestem ciekaw :)
  • awatar wendigo: Mnie się też udało niedawno podobną fotkę zrobić :) Może też wkleję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przedwczoraj, podczas ostatniej wyprawy na piwo zwiedziliśmy z ojcem browar. Oprowadził nas po nim pracujący tam warzelnik. Pokazał instalacje technologiczne i opowiedział o wszystkich etapach produkcji.

Kiedy wróciliśmy, poprosiłem ojca żeby nauczył mnie, jak się golić. Chciałem sprawdzić na własnej skórze (dosłownie i w przenośni), jak to właściwie jest. Ojciec pożyczył mi swojej pianki i żelu po goleniu a także golarki, którą potem otrzymałem już na własność, a oprócz niej jeszcze trzy na zapas. Wszystkie są wielorazowego użytku, więc żartował sobie, że mi pewnie wystarczą na rok, przy takim zaroście, jak mam. Ale jeśli będę systematycznie golił ten swój nędzny meszek, to może z czasem trochę się wzmocni. Kiedy się goliłem, tata stał obok i mówił dokładnie, co mam robić. Raz nawet użył męskiej formy gramatycznej, zwracając się do mnie Podpowiedział też, żeby później posmarować twarz żelem. Zawsze wyobrażałem sobie, że te wszystkie żele i wody po goleniu to jest taki dodatkowy pic, bez którego zasadniczo można by się obejść i który ma dawać przede wszystkim ładny zapach i poczucie elegancji, a jednak okazało się, że bez tego ani rusz, bo skóra po goleniu zawsze trochę piecze, mimo że nie jest skaleczona.
W sumie golenie to przyjemny rytuał
  • awatar wendigo: @Bezcielesny: no może :)
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: też nie zamierzam zapuszczać zarostu, może jakieś jednodniowe "kropki", żeby był cień na twarzy, ale nic więcej ;) Dłuższy zarost jest niehigieniczny i mało komu jest w nim dobrze. Dla mnie to jest przyjemny rytuał, bo MĘSKI. Ty patrzysz inaczej, bo już jesteś po terapii, masz tę upragnioną męskość na co dzień i naprawdę żyjesz jako facet, więc może już tak nie potrzebujesz tych wszystkich drobiazgów ;) Tak, to były przyjemne chwile, gdy ojciec uczył mnie golenia :)
  • awatar wendigo: W sumie to tak fajnie jak ojciec uczy, nawet w tym wieku :) Bo ja to uczyłem się sam ;) Ale to wcale nie jest taki przyjemny rytuał, dla mnie nudne :P ale co zrobić... nie zamierzam zapuszczać zarostu raczej nigdy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przydarzyło mi się wczoraj coś niesamowicie zabawnego, gdy chodziłem wieczorem po centrum handlowym.

Byłem zdołowany, bo wciąż dopadały mnie "myślówki" na temat problemów ze zmianą płci i w ogóle, z terapią hormonalną, którą bardzo chciałbym wreszcie rozpocząć, bez półtorarocznego oczekiwania. Ponieważ nie miałem ochoty na siedzenie w domu, włóczyłem się trochę po różnych sklepach. Na koniec wstąpiłem do Empiku, aby obejrzeć książki. Zauważyłem, że pojawiły się już kalendarze na 2012 rok. Wziąłem jeden z nich, otworzyłem, a wtedy oczom moim ukazała się zapisana u dołu strony sentencja:

"Serce, które ma wytrwałą i zakorzenioną wiarę, nie przeraża się trudnościami. Bóg nie opuszcza tych, którzy Mu zaufali. Franciszek Salezy".

Z trudem opanowałem śmiech, bo był to nader komiczny zbieg okoliczności - w zestawieniu z moim zagorzałym racjonalizmem i agnostycyzmem.

Gdyby Bóg istniał, to jako reżyser tej sytuacji miałby niezłe poczucie humoru
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: no to fakt ;P
  • awatar wendigo: @Bezcielesny: nie chcę się czepiać... ale moim zdaniem każdy lekarz swoich metod będzie bronił :P
  • awatar Bezcielesny: @Królowa Lodu~~: masz rację :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: ta wycieczka nie była droga - całkowity koszt 800 zł. od osoby a w tym przejazd autokarem, hotel (***) opłata klimatyczna, ubezpieczenie i pełne wyżywienie.
  • awatar wendigo: @Bezcielesny: Trudno powiedzieć co będzie za rok ;) Ale na takie wycieczki zawsze jestem chętny! :) (zależy jeszcze ile kosztują :P )
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: chcesz tam pojechać za rok?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Czas w końcu na te zdjęcia z urlopu, o których wspominałem...
 

 
Byłem wczoraj na ognisku z jedną z dziewczyn z tej grupy, o której już pisałem, oraz z kilkoma jej znajomymi. Piekliśmy kiełbasy, piliśmy piwo, trochę słuchaliśmy muzyki - aż do późnych godzin wieczornych. Pomogłem im z ciężkimi zakupami w sklepie i potem z rąbaniem drewna. Oczywiście cały czas funkcjonowałem jako facet Niektórzy wprawdzie czasem się mylili i zdarzało im się użyć żeńskich form gramatycznych, jednak na szczęście rzadko. Znają wyłącznie moje męskie imię, co jest dla mnie bardzo komfortowe, bo nawet jeśli w głębi duszy myślą o mnie jak o "kobiecie", to jednak to imię zawsze pozwala zachować choćby odrobinę męskości, gdyż muszą mnie z nim kojarzyć i tak właśnie zapamiętać

Impreza trwała chyba do północy albo i dłużej, jednak ja musiałem wyjść dość wcześnie, bo miałem daleko do domu a nie chciałem, żeby babcia się denerwowała. Dziewczyny pytały, czy mnie nie odprowadzić na przystanek, bo spory kawał trzeba było przejść po ciemku przez las, a byłem w tamtych okolicach po raz pierwszy. Myślały, że się mogę zgubić, co mnie mocno rozbawiło, bo mam dobrą orientację w terenie, nawet po zmierzchu. Zresztą, to raczej do mnie należało odprowadzanie koleżanek do autobusu, gdyby któraś z nich wychodziła wcześniej.
 

 
Wrócę teraz do tematu, który poruszyłem w poprzednich wpisach, tyle że mimochodem, bo było zbyt dużo innych rzeczy do opowiedzenia. A ja wciąż nie mogę przestać o tym myśleć No i chcę jakoś to uczcić – właśnie osobnym wpisem:

pomięty kawałek papieru
z kosza na śmieci
nagle zniknął
i stał się
człowiekiem
stał się
Mną –

lekarka wpisała MĘSKIE imię
do karty pacjenta

Co tu dużo gadać - chciałbym już mieć to męskie imię w dowodzie osobistym i móc zapomnieć, że kiedykolwiek miałem cokolwiek wspólnego ze znienawidzoną "kobiecością". Czas dłuży się niemiłosiernie, bo do grudnia jeszcze wiele tygodni. I tak ma być niestety jeszcze przez półtora roku
  • awatar Bezcielesny: @królowa lodu: @Nietrwała: dzięki Wam za ciepłe słowa :) :) :)
  • awatar Another~~: zgadzam się z wpisem pod spodem ;) dasz rade
  • awatar Nieznośna ciężkość łydek: Żeby mnie się tak czas dłużył. Jak się czegoś pragnie, nie może doczekać, to dłuży się w nieskończoność, ale wszystkiego się w końcu doczekasz, tyle za tobą, także zyczę żeby teraz było już tylko z górki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Poznałem w realu grupę osób z pewnego forum. Funkcjonuję wśród nich jako facet, prawie jakbym był po zmianie dokumentów. Od początku wiedzieli, że jestem transem i znają wyłącznie moje męskie imię (a jeśli nawet dowiedzieli się skądś, jakie jest to żeńskie, to w każdym razie są na tyle kulturalni, że nie wykorzystują tej wiedzy). Jest nas razem pięcioro, czasem chodzimy do kawiarni, do kina etc. spędzając razem nawet kilka godzin dziennie. Fajni ludzie :-)

Czasem zdarzają się tylko nieco ryzykowne sytuacje, gdy na mieście dołączają do nas nieznajomi. Oczywiście przedstawiam się zawsze po męsku, co niekiedy budzi zdziwienie. Muszę wtedy wyjaśniać, kim jestem. Ale ja już wolę to, niż powrót do żeńskiego kieratu. To są chwile wolności, których nie oddam nawet za cenę ewentualnego ośmieszenia.

Jedynie powroty do domu są później bardziej przykre, niż zazwyczaj, po tych kilku godzinach całkowitego zapomnienia, gdy mogę bez skrępowania używać męskich form gramatycznych i gdy wszyscy robią to samo w odniesieniu do mnie.

Jestem po drugiej wizycie u mojej lekarz prowadzącej. Tym razem byłem już w państwowym ośrodku. Na rozmowie padły standardowe pytania – kiedy uświadomiłem sobie, że jestem mężczyzną, co na to rodzina etc. Zostawiłem również oczywiście ksero opinii psychologicznej oraz swój życiorys ze zdjęciami - ten sam, który napisałem parę miesięcy temu dla psychologa.

Kolejną wizytę mam wyznaczoną na grudzień i mam wypełniać na niej jakiś test, który - jak się wyraziła pani doktor – ma zbadać mój stopień depresyjności i inne takie drobiazgi (domyślam się, że zapewne będzie to jakiś nader podchwytliwy test i że to bagatelizowanie sprawy ma na celu uśpienie mojej czujności. Kobiety są jednak przebiegłe… I dlatego boję się ich bardziej, niż facetów). Mam też dostać skierowanie na badanie kariotypu

Wróciłem do domu w świetnym nastroju, bo znów przez parę godzin mogłem funkcjonować jako mężczyzna. Nawiasem mówiąc, pani w recepcji także jest już ze mną na pan Chociaż niestety zapisała mnie na następną wizytę pod żeńskim imieniem
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: no to ten mój test miał 600 pytań, to był MMPI, chyba, że było tam kilka połączonych testów albo może ten psycholog coś tam od siebie dodał, bo chciał mnie "zbombardować" taką liczbą pytań, żebym się pogubił, gdybym próbował ściemniać ;-)
  • awatar wendigo: @Bezcielesny: o nie no, 100 może 200 pytań (naprawdę nie pamiętam) ale 600 to na pewno nie, ja takich długich wcale nie wypełniałem (chyba :P )
  • awatar Bezcielesny: @wendigo: a jak 100 pytań to ok :) Spytałem, bo ten pierwszy test MMPI był potwornie długi (600 pytań) i z ledwością starczyło mi czasu, mimo że odpowiadałem w ekspresowym tempie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
I znowu się nazbierało sporo „materiału”, jak to u mnie…

Przez ostatni tydzień sierpnia brałem udział w przedsięwzięciu, o którym kiedyś wspominałem. Byłem nieco zmęczony, bo trwało to codziennie od rana do wieczora, a po części oficjalnej bywały jeszcze rozmaite towarzysko-integracyjne imprezy, w których wypadało uczestniczyć, a już przynajmniej w części z nich. Ogólnie jestem zadowolony, zwłaszcza, że praca, której rezultaty prezentowałem, spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem. Rozmowy o niej przeciągnęły się znacznie poza czas przewidziany regulaminem, a nawet jeszcze i na część przerwy na kawę Jeden tylko mankament, że musiałem gadać po angielsku, co wymagało dużego wysiłku. Ja także wiele ciekawych rzeczy obejrzałem i wysłuchałem – z tym samym tylko małym lingwistycznym zastrzeżeniem…

We wrześniu, zaraz po zakończeniu tamtych zawodowych spraw, znów wziąłem urlop i wyjechałem do Bułgarii. Sama podróż bardzo ciężka, bo aż 36 godzin jazdy autokarem, bez przerw na sen i z jednym tylko dłuższym postojem obiadowym. Nawiasem mówiąc - na Węgrzech, gdzie zjadłem chyba najlepszy w życiu gulasz Droga powrotna była jeszcze gorsza, bo mieliśmy 2 awarie na terenie Rumunii – najpierw pękło koło, a potem przegrzał się silnik. Dojechaliśmy do Polski z dużym opóźnieniem – tak, że ledwo zdążyłem pojechać do domu, wykąpać się, coś zjeść i od razu musiałem iść do pracy.

Ale sam pobyt był naprawdę udany. Nareszcie miałem trochę prawdziwego, pogodnego lata w tym roku. Bez burz, chmur, deszczy i zimnicy, przeplatanej krótkotrwałymi, afrykańskimi upałami. Morze bardzo ciepłe, powietrze też, chociaż temperatury niby nie takie skrajnie wysokie (jako że to już wrzesień), przeważnie wynosiły od 24 do 30 stopni Celsjusza. Tyle, że w tamtym klimacie taką temperaturę odczuwa się zupełnie inaczej, niż w Polsce, gdzie jak jest 25 stopni, to już trzeba nosić koszulę z długim rękawem, a może nawet jakiś lekki sweterek. A tam nawet nie musiałem suszyć włosów po umyciu, bo same szybko wysychały. Znalazłem też „patent” na uniknięcie babskiego stroju kąpielowego. Pływałem w normalnych, męskich kąpielówkach i bardzo cienkiej koszulce na ramiączka, która wcale nie przeszkadzała. Kilka razy poszedłem też na plażę nudystów, gdzie mogłem legalnie chodzić z gołą klatą, w samych szortach.

Zwiedziłem Warnę, Neseber i Bałczik, wraz z rezydencją carycy Marii. Zrobiłem sporo szkiców, a także zdjęć (którym poświęcę osobny wpis, a raczej kilka wpisów, bo inaczej się nie da, mimo, że to, co zamieszczę, będzie tylko małą częścią). Szkoda, że mój wypoczynek skończył się tak szybko… Posiedziałbym tam chętnie nawet kilka miesięcy :-) Chociaż to jeszcze i tak nie koniec w tym roku moich wojaży zagranicznych :-) Znów szykuje mi się wyjazd służbowy - i to już niedługo – tyle, że tym razem będzie krótki. Ale cieszę się. Lubię podróżować.

Po powrocie do Polski, jeszcze pod koniec września, pojechałem do lekarki, do której byłem zapisany na dalszą diagnozę - po opinię psychiatryczną (bo jest zarówno seksuologiem od transów, jak i psychiatrą). Przyjmuje w innym mieście, ale na szczęście niezbyt odległym.

I ostatecznie podjąłem decyzję, że jednak zostanę u niej na terapię. Wprawdzie początkowo zamierzałem iść do kogoś innego, kto również cieszy się dobrymi opiniami wśród pacjentów, a ma gabinet w moim mieście i leczenie u niego przebiegłoby pewnie szybciej, ale… było jedno ale. Przyznaję się bez bicia, że zrejterowałem przed badaniem ginekologicznym, które tamten lekarz obowiązkowo wykonuje. Jak sobie przejrzałem podręcznik do ginekologii (aby się choć odrobinę psychicznie przygotować na to, co mnie czeka), przeczytałem opisy badań i popatrzyłem na te wszystkie ryciny i zdjęcia z rozmaitymi „narzędziami kobiecych tortur”, to się poczułem bardzo źle…

Pani doktor jest konkretna, wyznaczyła też stosunkowo znośny czas obserwacji przed terapią. Powiedziała, że jeśli wszystko będzie OK, to hormony dostanę za półtora roku, a po następnych 6 miesiącach będę mógł złożyć pozew do sądu. Odpowiedziałem, że to nienajgorzej. Nie chciałem się targować, ani wyjść na malkontenta. Od razu zwracała się do mnie na pan, uwzględniła też moje męskie imię w karcie pacjenta, zapisując je obok imienia metrykalnego, co było bardzo przyjemne Zostałem też od razu przeniesiony do placówki państwowej – tej samej, do której nie mogłem się wcześniej dostać z powodu braku miejsc. Tak więc będę miał wszystko na NFZ Zaoszczędzę sporo kasy, którą będzie można potem przeznaczyć na trzecią operację, sąd też inaczej podejdzie do dokumentacji wystawionej państwowo, a nie prywatnie, przy odrobinie szczęścia może nawet uda się uniknąć wyznaczania biegłego. No i nikt (zwłaszcza mama) nie będzie mógł powiedzieć, że sobie „kupiłem” diagnozę.

Wyszedłem z gabinetu lekko oszołomiony. Chociaż może lepiej nie zapeszać i nie cieszyć się za wcześnie... Jeszcze przede mną długa droga.

W każdym razie jednak – sprawy idą do przodu.
  • awatar Bezcielesny: No może i masz rację... Ale jednak to "narzędzie zbrodni" do robienia cytologii nie wygląda za fajnie, reszta "maszynerii" też :(
  • awatar wendigo: Haha, trzeba było nie przeglądać podręcznika :D zapewniam, że Cię to przestraszyło bardziej niż by w rzeczywistości się działo ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

***

Znów długo mnie tu nie było...

Przez ten czas wiele się działo, nie jestem w stanie wszystkiego opisać. W robocie nawał zajęć (w następnym tygodniu ma być ta "impreza", o której kiedyś wspominałem, cieszę się zresztą, że wezmę w niej udział ), weekendy przeważnie spędzam na działce i tam głównie maluję i rysuję, nie licząc różnych robót typu podcinanie żywopłotu.

Byłem na dwóch spotkaniach z ludźmi z pewnego forum, na którym trochę się udzielam. Jedno to był mini-zlot w gronie 5 osób, w kawiarni, a drugie, tydzień temu, tylko z jedną z nich. Poszliśmy najpierw trochę pograć w kosza, a później na koncert.

Na początku września znów szykuje mi się wyjazd. Biorę tydzień urlopu i wybieram się za granicę, nad morze. Pozałatwiałem już wszystkie sprawy papierkowo-finansowe z tym związane, ostatnie z nich wczoraj.

Udało mi się też wreszcie zapisać do psychiatry od ts - tego samego (a raczej tej samej), co przyjmuje w poradni, w której mnie odesłano na następny rok, oraz w gabinecie prywatnym, co był zamknięty do końca lipca. Termin mam wyznaczony na wrzesień, będzie to zaraz po moim powrocie znad morza. Równocześnie chyba wybiorę się już do lekarza, u którego chciałbym przeprowadzić terapię.

Mam drugą osobę przyjazną w rodzinie Podczas jednej z wypraw na piwo ojciec przyznał się, że rozmawiał o mnie (tzn. o tym, że jestem transem i że myślę o leczeniu) ze swoją siostrą, oczywiście zastrzegając, że ta informacja jest na razie tylko i wyłącznie do jej wiadomości. Zrobił to w ramach stopniowego badania gruntu i przygotowywania ludzi do mojej przemiany.
Podobno zareagowała bardzo normalnie – bez żadnej niechęci, oburzenia, posądzania mnie o zboczenia i fanaberie, mówienia, że to wstyd mieć TAKĄ osobę w rodzinie etc. Pytała tylko, czy terapia nie będzie miała złego wpływu na moje zdrowie. I to wszystko.
Ucieszyłem się bardzo, bo taki obrót sprawy był dla mnie kompletną niespodzianką. Wprawdzie zawsze się z ciocią lubiliśmy, jednak brałem pod uwagę także i to, że wychowywała się, całe życie mieszkała i nadal mieszka w bardzo konserwatywnej społeczności, gdzie każdy każdego zna, większość osób żyje bardzo tradycyjnie, przestrzegając ściśle ról przypisanych swojej płci, co niedziela pędzi do kościółka i tak dalej. Toteż spodziewałem się raczej, że jej reakcja może być niezbyt dobra, a może nawet jeszcze gorsza od reakcji mamy i babci, zwłaszcza w kwestiach „rodzinnego honoru” i tego, co ludzie powiedzą. Bo o ile w dużym mieście można być przynajmniej w jakimś stopniu anonimowym, nawet na własnym osiedlu, o tyle tam już zupełnie nie. Nie wiem jeszcze, jak zareaguje wujek (jej mąż), no i pozostali, a zwłaszcza jeden kuzyn, mój rówieśnik zresztą, który potwornie nie lubi „tęczowych”, ale to jest już i tak dobra wiadomość. Mama nie miała racji, zapowiadając, że wszyscy się ode mnie odwrócą, i że zostanę zupełnie sam na świecie.
Cieszę się oczywiście także i z tego, że ojciec próbuje mi choć trochę ułatwić sprawę przyszłego comming outu w swojej części rodziny. No, ale on od zawsze był moim „adwokatem” – to takie nasze małe sprzysiężenie :-) W czasach podstawówki, gdy zdarzało mi się – na szczęście sporadycznie - dostać dwóję, albo uwagę za rozrabianie na lekcjach, szedłem z tym najpierw do niego, a on potem informował mamę i prowadził z nią negocjacje o zaniechanie kary. W tym czasie ja przeprowadzałem szybką „ewakuację z terenu zagrożenia” na podwórko. Wracałem do domu, kiedy atmosfera była już rozładowana i przeważnie wszystko było OK – sprawa kończyła się na wysłuchaniu pouczenia.
 

 
W poprzedni weekend skończył się mój urlop, a przynajmniej ta część, którą wziąłem teraz, czyli najdłuższa.
Przez te dni namalowałem jeszcze trzy obrazy, wszystkie ze zdjęć z gór. Jeden bardzo duży – ten szczegółowy, z widokiem Doliny Pięciu Stawów i dwa bardzo małe (niewiele większe, niż ręka) – ten syntetyczny ze skałą nad przepaścią na Kasprowym Wierchu (niedaleko kolejki linowej zresztą) i ten z panoramą gór i czubkami świerków, inspirowany widokiem ze szczytu Gęsiej Szyi. Martwa natura z hubami i brzoskwiniami jest wcześniejsza o dwa dni, podobnie jak studium rysunkowe samej huby.
Cóż - trzeba było korzystać z życia i malować, ile się da, póki jeszcze miałem wolne

A teraz wróciłem do pracy. Jak na ironię losu właśnie zaczęła się ładna pogoda. Chociaż to w sumie i tak lepiej, niż by miało padać.
Znów jestem nieco zabiegany.
Wczoraj odebrałem nowy dowód osobisty, z kilkudniowym opóźnieniem, ale ważne, że w końcu go mam. Jak już pisałem, na zdjęciu wyszedłem nawet dość męsko, jak na moje warunki fizyczne Wkurza mnie tylko, że wciąż jest tam ta cholerna litera "K" w wiadomym miejscu